Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kościół. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kościół. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 maja 2013

Dzień 22: Ścieżka na klifie

W niedzielę, jak to w niedzielę – jedziemy do San Francisco, tym razem przejść się wzdłuż wybrzeża malowniczą ścieżką wskazaną przez p. Zbyszka, naszego przewodnika sobotnich wycieczek. Najpierw jednak idziemy na polską mszę do kościoła w San Francisco, po drodze podziwiając różnych dziwaków:

Przyjechał ponoć z Salt Lake City
Kościół Narodzenia Pańskiego, 240 Fell St.
Wnętrze kościoła

Po mszy jedliśmy brunch w jednej z kawiarni po drodze na klif:

Dwa warianty Eye Openera: jajko z ziemniakami i jajko z owocami

i trolejbusem nr 5 dojechaliśmy nad ocean. Od Cliff House przeszliśmy ścieżką Coastal Trail biegnącą w większości nad wybrzeżem aż do mostu Golden Gate – a potem jeszcze dalej, do Mariny, promenadą przy samej plaży. Z okolicy Devisadero wzięliśmy autobus nr 30, który dowiózł nas pod dworzec CalTraina.

Ten widok pojawia się na blogu dość często
Lajkujemy!
Panorama SF z klifu
Na kraby? Ale tylko na takie większe niż 10,16 cm
Trasa ucieczki przed tsunami 

Niektórzy z tych, co zostali, trafili ponoć na Mountain View's A La Carte & Art Kicks Off the Bay Area's Outdoor Festival. Tylko tyle wiem.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Dzień 8: Home, sweet home

Grupa kościelna dotarła na 11:30 do parafii św. Józefa, akurat na pierwszą komunię. Ale wszystko odbyło się sprawnie, po amerykańsku. Ksiądz konkretny, kazanie znów z odrobiną show, ale bez przesady. Nie obyło się bez uściśnięcia dłoni przy wyjściu – bardzo porządny zwyczaj.

Kościół św. Józefa
Ksiądz z Izą. Tak, zgodził się na zdjęcie

Po kościele, jak prawdziwa polska rodzina poszliśmy na zakupy do centrum handlowego. San Antonio Shopping Center naszej Arkadii raczej nie przypomina. Parę sklepów na krzyż: Walmart (czyli Tesco), Ross (Dress for less), Kohl's (jak wyżej, tylko chyba nawet większy wybór) i duża część w budowie, więc może kolejnym grupom 40.x się spodoba. Ja już tam nie wrócę.

Jedynym plusem był łatwy dostęp do celów naszej weekendowej pracy domowej: w przypadku moim i Roberta Banasiaka – "człowieka pracującego w sklepie". Ale jak tu z nim rozmawiać o satysfakcji z pracy i współpracy z załogą, skoro zostaliśmy zaproszeni na zaplecze i posadzeni w towarzystwie współpracowników. Mimo wszystko chyba się udało.

Agnieszka na 4-calowych obcasach!
Nazywam się Oliwia, dziś zjadłam 4000 kcal
Zawartość męskiej lodówki po zakupach

Dalszy ciąg niedzieli raczej leniwy, więc czas na parę zdjęć najbliższej okolicy. Najpierw mapka naszych domostw:

Ja i Mariusz mieszkamy w S301

Jesteśmy porozrzucani po różnych budynkach i piętrach, ale wszyscy spotykają się w budynku recepcji, w całości lub w podgrupach – przede wszystkim po to, żeby popracować, bo mamy bardzo dużo do czytania.

Recepcja – najbardziej reprezentacyjna część każdego hotelu
Część górna. Na powitanie stał tu ekspres z kawą...
Część dolna. Z lewej pianino – było w użytku, ale jeszcze nie dotarłem
Robimy prezentację o różnicach zarobków naukowców w Polsce i USA

Samo Oakwood jest bardzo zielone, dużo bardziej niż na mapce – wszystko dzięki intensywnemu nocnemu podlewaniu. Bloki mieszkalne są trzypoziomowe, z korytarzem przez środek i podwójnymi apartamentami po bokach. Na parterze znajduje się wspólna pralnia i skrzynki na listy. 

Widok z okna
Widok z lotu psa 
Blokhaus S
W garażu tesla jak marzenie
A nasza rzeczywistość wygląda trochę inaczej

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Dzień 1: Pierwszy raz na Stanfordzie

Zanim dotarliśmy na Stanford, prof. Moncarz z całą grupa opiekunów i sympatyków, m.in. z US-Polish Trade Council powitali nas w chińskiej restauracji Hunan Garden w Palo Alto:

Powitanie w Hunan Garden

A potem napięcie już tylko rosło: pojechaliśmy na teren kampusu, po którym profesor oprowadził nas opowiadając ciekawostki o uniwersytecie. Stanford jest aktualnie na drugim miejscu w rankingu szanghajskim, ale wszyscy mówią, że pierwsze dziesięć miejsc można traktować łącznie. Żeby myśleć o złożeniu dokumentów, trzeba być naprawdę wybitnym, a i tak dostaje się tylko 5% aplikantów.

Prof. Moncarz o tym, jak trudno dostać się na Stanford...
... i jakimi jesteśmy szczęściarzami!

Czesne wynosi 40 tys. dolarów rocznie, ale pieniądze to jednak sprawa drugorzędna – w razie kłopotów uniwersytet pomaga w ich zdobyciu. Prawie 100% undergraduates (studentów studiów licencjackich) mieszka na terenie Stanfordu w akademikach, co jest nawet obowiązkowe przez pierwsze 2 lata, ponieważ Stanford uważa, że nauka współpracy i integracji jest też częścią ich wykształcenia. Graduates (studenci studiów magisterskich i doktoranckich) zwykle wynajmują mieszkania w okolicy.

Top39 w komplecie (kto pamięta wszystkie imiona?)

Nad uniwersytetem góruje wieża Hoovera (31. prezydenta USA i absolwenta Stanfordu), siedziba instytutu jego imienia, wpływowego ośrodka badawczego w dziedzinie polityki i ekonomii, a przy okazji największego zagranicznego centrum dokumentacji najnowszej historii Polski. Misja Instytutu wydaje się być kwintesencją Ameryki, więc warto zacytować dwa mocne zdania:
"Both our social and economic systems are based on private enterprise from which springs initiative and ingenuity.... Ours is a system where the Federal Government should undertake no governmental, social or economic action, except where local government, or the people, cannot undertake it for themselves...."
Wieża Hoovera i styl stanfordzkiej architektury

Byliśmy też w kampusowym kościele, który z wystroju wcale nie jest taki wielowyznaniowy, jak wszyscy mówią. Kaplica ekumeniczna ma u nas jednak zawsze gołe ściany, a nie mozaiki ze świętymi, co chyba mówi coś ważnego o obliczu tutejszej tolerancji.

Wnętrze kościoła na terenie kampusu

Styl odprawianej mszy był poparciem mojego wyobrażenia o amerykańskości: kazanie to show w dobrym stylu, w którym królują przygotowanie i pasja (początek: "Wczoraj google'owałem 'love' i zgadnijcie, ile wyników znalazł. 150 milionów. To znaczy, że miłość jest wciąż ważna dla ludzi."). To kolejny kontakt z pozytywnym optymizmem, który wcale nie jest na pokaz (wczoraj była jeszcze uśmiechnięta, tryskająca pozytywną energią kasjerka w Safewayu).

Kościelna gazetka, czyli związki wiary z biznesem

A jutro czekają nas kolejne atrakcje powitalne – zajęcia dopiero od wtorku: